Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 13 Liga
Choć przed meczem faworytem pozostawał świeżo upieczony mistrz 13. Ligi, tym razem okoliczności zdecydowanie nie sprzyjały Boiskowemu Folklorowi. Gospodarze mieli już zapewniony tytuł mistrzowski i do ostatniego spotkania sezonu przystąpili w mocno okrojonym składzie. Na boisku zameldowali się zaledwie w pięciu zawodników, co od samego początku stawiało ich w bardzo trudnej sytuacji.
Lisy Bez Polisy doskonale zdawały sobie sprawę z tego, że rywale przez cały mecz będą zmuszeni grać w osłabieniu. Goście wykorzystali przewagę liczebną w najlepszy możliwy sposób i już od pierwszych minut przejęli kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Mistrzowie próbowali dotrzymywać kroku przeciwnikom, jednak brak zmian oraz gra w niepełnym składzie szybko zaczęły być widoczne.
Pierwsza połowa przebiegała pod wyraźne dyktando Lisów. Goście byli szybsi, częściej utrzymywali się przy piłce i skutecznie wykorzystywali wolne przestrzenie. Boiskowy Folklor walczył ambitnie, ale nie był w stanie zatrzymać kolejnych ataków przeciwnika. W efekcie do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 5:1 dla Lisów, który praktycznie ustawił dalszy przebieg rywalizacji.
Po zmianie stron obraz meczu nie uległ większym zmianom. Prowadzący nadal kontrolowali wydarzenia na boisku i nie pozwalali gospodarzom na odrobienie strat. Boiskowy Folklor próbował szukać swoich szans w pojedynczych akcjach ofensywnych, jednak przewaga liczebna rywali była zbyt dużym atutem. Spotkanie nie miało już większej historii, a kolejne minuty przybliżały gości do pewnego zwycięstwa.
Ostatecznie Lisy Bez Polisy pokonały Boiskowy Folklor 8:2 i zakończyły sezon efektownym triumfem. Wygrana pozwoliła im postawić kropkę nad i w kwestii utrzymania, a choć wcześniej było już wiadomo, że nie włączą się do walki o miejsca premiowane awansem do Pucharu Fanów, zwycięstwo nad mistrzem ligi z pewnością jest dla nich powodem do satysfakcji i dobrym zakończeniem rozgrywek.
Dla Boiskowego Folkloru porażka nie miała natomiast żadnych konsekwencji. Najważniejsze rozstrzygnięcie zapadło już wcześniej, gdy drużyna zapewniła sobie mistrzowski tytuł i potwierdziła, że na przestrzeni całego sezonu była najlepszym zespołem ligi. Ostatni mecz był jedynie formalnością, a mimo wysokiej przegranej gospodarze mogą zakończyć kampanię 2025/26 z pełnym poczuciem dobrze wykonanej pracy i złotymi medalami na szyjach.
Spotkanie pomiędzy Kresowią Warszawa II a Elitarnymi Gocław zakończyło się zwycięstwem Kresowii. Wynik bardzo dobrze odzwierciedla przebieg meczu, w którym oglądaliśmy przede wszystkim świetnie zorganizowaną grę defensywną obu drużyn. Choć nie brakowało sytuacji podbramkowych, zarówno obrońcy, jak i bramkarze długo skutecznie powstrzymywali ofensywne zapędy rywali.
Już od pierwszych minut nieco większą inicjatywę przejęła Kresowia. Jej zawodnicy częściej utrzymywali się przy piłce i regularnie stwarzali zagrożenie pod bramką przeciwnika. Pierwsza połowa mogła zakończyć się znacznie wyższym prowadzeniem Kresowii, jednak fantastyczne zawody rozgrywał bramkarz Elitarnych, Marcin Głębocki. To właśnie dzięki jego licznym interwencjom wynik przez długi czas pozostawał na styku, a do przerwy Kresowia prowadziła jedynie 1:0.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. Elitarni starali się szukać swoich szans po szybkich atakach, natomiast Kresowia konsekwentnie budowała akcje i wykorzystywała przewagę w organizacji gry. Mimo że spotkanie było wyrównane i żadna z drużyn nie odpuszczała walki, dało się zauważyć przewagę Kresowii, która częściej dochodziła do sytuacji strzeleckich i lepiej kontrolowała wydarzenia na boisku.
Liderem zwycięskiej drużyny był Daniil Mikulich, który zanotował znakomity występ. Zdobył jedną bramkę i dołożył dwie asysty, będąc prawdziwym motorem napędowym ofensywy swojego zespołu. Świetnie współpracował z Artemem Janczylikiem, który również miał duży udział w zwycięstwie, zapisując na swoim koncie gola i asystę. Duet ten wielokrotnie sprawiał problemy defensywie Elitarnych i był kluczowy dla końcowego sukcesu Kresowii. Po stronie Elitarnych Gocław na wyróżnienie zasłużył przede wszystkim Marcin Głębocki. Bramkarz wielokrotnie ratował swój zespół przed utratą kolejnych bramek i był zdecydowanie najjaśniejszą postacią swojej drużyny. Jedyne trafienie dla Elitarnych zdobył Wojciech Sekulak, który wykorzystał jedną z nielicznych okazji swojego zespołu.
Ostatecznie Kresowia Warszawa II wygrała 3:1, potwierdzając, dlaczego zakończyła sezon na 3. miejscu w tabeli. Elitarni Gocław, którzy ukończyli rozgrywki na 5. pozycji, również pokazali się z dobrej strony, szczególnie w defensywie. Mimo że spotkanie było wyrównane, przewaga Kresowii była widoczna przez większość meczu, a zwycięstwo gospodarzy można uznać za w pełni zasłużone.
Mecz o przysłowiową pietruszkę – tak w skrócie można opisać pojedynek Joga Bonito z White Foxes. Gospodarze mieli już zagwarantowane drugie miejsce w ligowej tabeli. Ich rywale natomiast sezon kończyli w strefie spadkowej i w kolejnej edycji rozgrywek zagrają poziom niżej.
Od początku było widać, że zawodnicy obu drużyn bardziej myślą o wakacjach niż o graniu w pełnym słońcu. Intensywność nie była zbyt wysoka, przez co sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo. Pierwszą groźną akcję przeprowadzili gospodarze, ale piłka po ich strzale zatrzymała się na słupku. Najważniejszym momentem pierwszej części meczu była kontuzja golkipera Joga Bonito, który przy wybiciu piłki zderzył się z przeciwnikiem. W tej sytuacji odnowił mu się uraz i zespół gospodarzy był zmuszony do zmiany bramkarza. Do przerwy, mimo kilku dogodnych okazji, wynik nie uległ zmianie i obie drużyny na pierwszą bramkę musiały poczekać do drugiej połowy.
Po zmianie stron jako pierwsi sygnał do ataku dali faworyci, ale ponownie zabrakło im szczęścia, bo tym razem również obili słupek bramki przeciwników. Na kwadrans przed końcem spotkania doczekaliśmy się wreszcie pierwszego trafienia. Mateusz Hnatio, strzegący dostępu do własnej bramki, zapuścił się na połowę rywali i celnym strzałem z dystansu wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Radość nie trwała jednak długo. Chwilę później obrońca Joga Bonito podał piłkę wprost pod nogi przeciwnika, a Maciek Chojnacki skorzystał z prezentu i doprowadził do wyrównania, ustalając wynik meczu na 1:1.
Joga Bonito i White Foxes dopisały do swoich dorobków po jednym punkcie i w ten sposób zakończyły udział w sezonie 2025/2026. Remis wydaje się sprawiedliwym podsumowaniem spotkania, w którym żadna ze stron nie zdołała przejąć wyraźnej kontroli nad wydarzeniami na boisku.
W ostatniej kolejce 13. Ligi Fanów zmierzyły się zespoły Cockpit Country oraz Borowiki. Mecz znakomicie rozpoczęli goście. Już w 5. minucie Piotr Jankowski popisał się fantastycznym podaniem piętką, które całkowicie zaskoczyło defensywę gospodarzy. Daniel Kaczmarek znalazł się dzięki temu sam na sam z bramkarzem i mocnym strzałem przy słupku otworzył wynik spotkania.
Sześć minut później Borowiki podwyższyły prowadzenie. Tym razem w roli głównej wystąpił sam Jankowski, który precyzyjnym uderzeniem przy dalszym słupku nie pozostawił bramkarzowi żadnych szans na skuteczną interwencję. Cockpit Country nie zamierzało jednak składać broni. W 16. minucie gospodarze zdobyli bramkę kontaktową, a już trzy minuty później Mateusz Preibisz doprowadził do wyrównania. Gospodarze wykorzystali chwilę dekoncentracji rywali i błyskawicznie odrobili straty. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 2:2.
Po zmianie stron Borowiki wróciły na boisko niezwykle skoncentrowane. Wystarczyło zaledwie trzydzieści sekund, aby ponownie objąć prowadzenie. Goście poszli za ciosem i siedem minut później zdobyli kolejną bramkę. Ponownie ogromny udział miał Piotr Jankowski, który dalekim wrzutem z autu uruchomił kolegę wychodzącego sam na sam z bramkarzem. Napastnik Borowików zachował zimną krew i podwyższył wynik na 4:2.
W 41. minucie kibice byli świadkami trafienia, które bez wątpienia może kandydować do miana bramki kolejki, a nawet całego sezonu. Łukasz Wrona otrzymał piłkę przed polem karnym i bez zastanowienia uderzył wolejem z półobrotu. Futbolówka z ogromną prędkością wpadła w samo okienko bramki, dosłownie zdejmując pajęczynę z narożnika. Bramkarz Cockpit Country mógł jedynie odprowadzić piłkę wzrokiem. Po tym kapitalnym trafieniu Borowiki prowadziły już 5:2.
Gospodarze przebudzili się dopiero w końcówce spotkania. W 46. i 47. minucie zdobyli dwa szybkie gole, zmniejszając straty do jednego trafienia i przywracając emocje. Wydawało się, że Borowiki mogą mieć problemy z utrzymaniem korzystnego wyniku, jednak wtedy ciężar gry na swoje barki ponownie wzięli liderzy zespołu. Najpierw Piotr Jankowski dołożył kolejne decydujące zagranie, a następnie Łukasz Wrona przypieczętował zwycięstwo swojej drużyny. Dwa gole zdobyte w końcówce rozwiały wszelkie wątpliwości i pozwoliły Borowikom zamknąć spotkanie wygraną 7:4.
Borowiki zaprezentowały ogromną skuteczność i zasłużenie sięgnęły po komplet punktów. Mimo ambitnej postawy Cockpit Country i dwóch udanych powrotów do meczu, drużyna gości miała w swoich szeregach dwóch bohaterów. Piotr Jankowski zaliczył występ kompletny, notując bramkę i aż cztery asysty, natomiast Łukasz Wrona zakończył spotkanie z hat-trickiem oraz fenomenalnym trafieniem, które jeszcze długo będzie wspominane przez kibiców.
W starciu Siwego Konia z Nieuchwytnymi zdecydowanym faworytem wydawała się drużyna Marka Szklennika. Początek spotkania przyniósł jednak sporą niespodziankę. To zawodnicy Siwego Konia od pierwszych minut ruszyli do ataku i robili to na tyle skutecznie, że błyskawicznie objęli prowadzenie.
Na tym nie poprzestali. Chwilę później podwyższyli wynik na 2:0, a po kolejnych minutach mieli już trzy bramki przewagi. Nieuchwytni sprawiali wrażenie zespołu kompletnie zaskoczonego przebiegiem wydarzeń. Przez długi czas wyglądali tak, jakby w ogóle nie weszli jeszcze w mecz. Na ich szczęście z biegiem czasu zaczęli odzyskiwać rytm gry i wracać na właściwe tory. Coraz częściej utrzymywali się przy piłce, przejmowali inicjatywę i stopniowo odrabiali straty. Jeszcze przed przerwą przewaga Siwego Konia stopniała do zaledwie jednej bramki, co zapowiadało ogromne emocje po zmianie stron.
Druga połowa była prawdziwą bitwą i wymianą ciosów. Nieuchwytni częściej utrzymywali się przy piłce i byli zespołem bardziej aktywnym, jednak Siwy Koń nie zamierzał ograniczać się wyłącznie do obrony. Gospodarze regularnie odpowiadali groźnymi kontratakami i skutecznie utrudniali życie rywalom. Obie drużyny szły niemal łeb w łeb, a wynik przez długi czas pozostawał sprawą otwartą. Trudno było przewidzieć, która ze stron przechyli szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Ostatecznie decydujący moment należał do Nieuchwytnych. To właśnie ich trafienie w końcowej fazie meczu rozstrzygnęło losy spotkania i zapewniło im komplet punktów.
Choć faworyt dopiął swego, zwycięstwo nie przyszło łatwo. Siwy Koń zasłużył na słowa uznania za świetną postawę i ambitną walkę od pierwszej do ostatniej minuty. Zawodnicy tej drużyny do końca bili się o każdą piłkę i każdy fragment boiska, sprawiając Nieuchwytnym znacznie więcej problemów, niż można było przypuszczać przed pierwszym gwizdkiem.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)